Żołnierz, górnik, związkowiec...

Kategoria:

Życie pana Ludwika Adamczyka obfitowało w wiele zdarzeń. Należy wspomnieć, że był on żołnierzem wojska polskiego, jego jednostka jechała na front by wziąć udział w wojnie rosyjsko-fińskiej. Niestety nie zdążyli... Później znalazł się pod Narwikiem. Z Norwegii wycofywali się jako ostatni; do ich zadań należało uniemożliwienie przejęcia jakiegokolwiek majątku przez nadchodzącego wroga. Później walczył we Francji, miał się ewakuować do Anglii, w końcu trafił do niewoli niemieckiej, a później do pracy w gospodarstwie rolnym u niemieckiego bauera.

Pan Ludwik przyjechał do Polski w 1947 roku z Belgii, gdzie pracował w głębinowej kopalni węgla kamiennego. Tam też wstąpił do górniczych związków zawodowych. Wspomina, że na Zachodzie było inaczej niż u nas obecnie. Związki były poza zakładem pracy, a do ich najważniejszych zadań należało wypłacanie strajkującym górnikom kwot pieniężnych pozwalających na przeżycie czasu walki o zwiększenie wypłat. Podwyżki często trzeba było wywalczyć strajkiem, chociaż czasami były one wynikiem negocjacji związków z właścicielem kopalni. Pan Ludwik przeżył trzy strajki w 1933, 1935 i 1936 roku. Ten trzeci strajk był najdłuższy i trwał trzy miesiące. Spór dotyczył 10% podwyżki, jako że ceny wzrosły o 10%. Wygrali, bo w końcu do strajków dołączyli kolejarze i pracownicy fabryk. Już w Ojczyźnie podjął pracę w kopalni Kaławsk i zamieszkał w kopalnianych blokach Węglińcu. Jak sam wspomina na początku nie chciano go puścić do pracy „na dole”. jeździł więc parowozem. W końcu jednak pracował jako górnik. W 1963 roku przeszedł na rentę. Cała Jego rodzina związana była z pracą w górnictwie.

Dziś panu Ludwikowi – mieszkańcowi Trójcy - życzymy, by zdrowie i świetna pamięć nadal dopisywały.